Suchary - kawały i dowcipy

  • Dwie wiadomości od lekarza

    Przychodzi facet do lekarza.
    - Mam dla pana dwie wiadomości. Pierwsza ... ma pan raka.
    - Cholera... a ta druga?
    - Ma pan Alzheimera.
    - O ku*wa... dobrze, że nie raka.

  • Babcia do wnuka

    Babcia widząc swojego wnuka w opłakanym stanie mówi:
    - Czy nie wpadłeś przypadkiem do szamba wnusiu?
    - Nie babciu, byłem na Woodstocku.

  • Rozmowa matki z synem po latach

    - Cześć mamo.
    - Cześć synku, co słychać? Tyle się nie odzywałeś.
    - A wiesz mamo uczyłem się, poszedłem na studia, potem na aplikacje i zostałem komornikiem...
    - O to świetnie synku.
    - No nie wiem, chyba wiesz po co dzwonie...

  • Dlaczego ściany nie toczą wojen?

    Dlaczego ściany nie toczą wojen?

    - Bo są pokojowo nastawione.

  • Dlaczego Polska awansowała w rankingu FIFA?

    Dlaczego Polska awansowała w rankingu FIFA?

    - Widocznie jakieś państwo przestało istnieć.

  • Policjant zatrzymuje studenta w celu przeszukania

    W toalecie dyskoteki policjant zatrzymuje studenta w celu przeszukania. Znajduje w jego kieszeni grama, na co student mówi:
    - Za każdym razem, kiedy próbuje spuścić woreczek z suszem w kiblu, on nagle pojawia się u mnie w kieszeni.
    Policjant się śmieje i mówi:
    - Naprawdę oczekujesz, że w to uwierzę?
    - Jeśli chcesz to pokażę ci! - odparł student.
    Policjant podał mu torebkę z suszem i student spłukuje ją w kiblu.
    - Ok, i gdzie ona teraz jest? - pyta się policjant.
    - Co? - odpowiada student.
    - Narkotyki.
    - Jakie narkotyki?

  • Nowy pracownik hipermarketu

    Wielki hipermarket. Szef przyjmuje do pracy nowego sprzedawcę, dając mu jeden dzień okresu próbnego, żeby go przetestować. Po zamknięciu wzywa szef nowego sprzedawce do biura :
    - No to ile dziś zrobił pan transakcji? - pyta.
    - Jedną, szefie.
    - Co? Jedną?! Nasi sprzedawcy mają średnio sześćdziesiąt, siedemdziesiąt transakcji w ciągu dnia! A właściwie, to ile pan utargował?
    - Trzysta osiemdziesiąt tysięcy dolarów.
    Szefa zatkało.
    - Ile? Na Boga, co pan sprzedał?!
    - No na początku sprzedałem mały haczyk na ryby.
    - Haczyk na ryby? Za trzysta osiemdziesiąt tysięcy?
    - Potem przekonałem klienta, żeby wziął jeszcze średni i duży haczyk. Następnie przekonałem go, że powinien wziąć jeszcze żyłkę. Sprzedałem mu trzy rodzaje: cienką, średnią i grubą. Wdaliśmy się w rozmowę. Spytałem, gdzie będzie łowić. Powiedział, że na Missouri, dwadzieścia mil na północ. W związku z tym sprzedałem mu jeszcze wiatrówkę, nieprzemakalne spodnie i rybackie gumowce, ponieważ tam mocno wieje. Przekonałem go, że na brzegu ryby nie biorą, no i tak poszliśmy wybrać łódź motorową. Spytałem go, jakie ma auto i powiedziałem, że ma za małe, aby odwieźć łódź, w związku z czym sprzedałem mu przyczepę.
    - I wszystko to sprzedał pan człowiekowi, który przyszedł sobie kupić, jedyny haczyk na ryby?!
    - Nieee. On przyszedł z zamiarem kupienia podpasek dla swojej żony. Zaproponowałem mu, że skoro w weekend nici z seksu, to może pojechałby przynajmniej na ryby.

  • Dziewczyna nie może dotykać iPhone'a

    Dwa powody, dla których nigdy nie pozwolę mojej dziewczynie dotykać mojego iPhone'a.
    1) Nie mam iPhone.
    2) Nie mam dziewczyny.

  • Przed wyjściem na miasto

    Wieczór. Syn, przed wyjściem na miasto, szuka czegoś w szufladzie. Przygląda się temu ojciec:
    - Czego tam szukasz?
    - Latarki.
    - Po co ci?
    - Bo idę na randkę.
    - Za moich czasów na randki chodziło się bez latarki, hy hy hy!
    - I patrz, na co trafiłeś, hy hy hy.

  • Blondynka na nartach wodnych

    Co zrobi blondynka, kiedy dostanie narty wodne?

    - Zacznie szukać pochyłego jeziora.

Polub nas na Facebooku