Najlepsze suchary

  • Pani przedszkolanka pomaga dziecku założyć butki

    Pani przedszkolanka pomaga dziecku założyć wysokie, zimowe butki. Szarpie się, męczy, ciągnie...
    - No, weszły!
    Spocona siedzi na podłodze, dziecko mówi:
    - Ale mam buciki odwrotnie...
    Pani patrzy, faktycznie! No to je ściągają, mordują się, sapią... Uuuf, zeszły! Wciągają je znowu, sapią, ciągną, ale nie chcą wejść..... Uuuf, weszły!
    Pani siedzi, dyszy a dziecko mówi:
    - Ale to nie moje buciki....
    Pani niebezpiecznie zwężyły się oczy. Odczekała i znowu szarpie się z butami... Zeszły!
    Na to dziecko :
    -...bo to są buciki mojego brata ale mama kazała mi je nosić.
    Pani zacisnęła ręce mocno na szafce, odczekała, aż przestaną jej się trząść, i znowu pomaga dziecku wciągnąć buty. Wciągają, wciągają..... weszły!.
    - No dobrze - mówi wykończona pani - a gdzie masz rękawiczki?
    - W bucikach!

  • Wpisał do indeksu

    Po skończonym egzaminie profesor wpisał do indeksu studenta tylko jedno słowo – "Idiota". Ten przeczytał, popatrzył na profesora i mówi:
    - Ależ pan roztargniony, miał pan wpisać ocenę, a pan się podpisał.

  • Jasiu wraca po szkole do domu

    Jasiu wraca po szkole do domu. Mama pyta:
    - Jasiu i jak tam w szkole?
    - Dobrze, mamo
    - A jak tam religia?
    - No, pani nam opowiadała jak Mojżesz wyprowadzał lud wybrany z ziemi egipskiej.
    - To powiedz, jak to było.
    - Więc tak szli, szli, szli i doszli do Morza Czerwonego, Mojżesz wyciągnął telefon komórkowy, zadzwonił po ekipę budowlaną, ekipa wybudowała most, przeszli na drogą stronę i poszli dalej.
    - Jasiu! Pani wam to powiedziała?!
    - Mamo, jakbym powiedział to tak, jak pani opowiadała to nigdy byś w to nie uwierzyła.

  • Nowy pracownik hipermarketu

    Wielki hipermarket. Szef przyjmuje do pracy nowego sprzedawcę, dając mu jeden dzień okresu próbnego, żeby go przetestować. Po zamknięciu wzywa szef nowego sprzedawce do biura :
    - No to ile dziś zrobił pan transakcji? - pyta.
    - Jedną, szefie.
    - Co? Jedną?! Nasi sprzedawcy mają średnio sześćdziesiąt, siedemdziesiąt transakcji w ciągu dnia! A właściwie, to ile pan utargował?
    - Trzysta osiemdziesiąt tysięcy dolarów.
    Szefa zatkało.
    - Ile? Na Boga, co pan sprzedał?!
    - No na początku sprzedałem mały haczyk na ryby.
    - Haczyk na ryby? Za trzysta osiemdziesiąt tysięcy?
    - Potem przekonałem klienta, żeby wziął jeszcze średni i duży haczyk. Następnie przekonałem go, że powinien wziąć jeszcze żyłkę. Sprzedałem mu trzy rodzaje: cienką, średnią i grubą. Wdaliśmy się w rozmowę. Spytałem, gdzie będzie łowić. Powiedział, że na Missouri, dwadzieścia mil na północ. W związku z tym sprzedałem mu jeszcze wiatrówkę, nieprzemakalne spodnie i rybackie gumowce, ponieważ tam mocno wieje. Przekonałem go, że na brzegu ryby nie biorą, no i tak poszliśmy wybrać łódź motorową. Spytałem go, jakie ma auto i powiedziałem, że ma za małe, aby odwieźć łódź, w związku z czym sprzedałem mu przyczepę.
    - I wszystko to sprzedał pan człowiekowi, który przyszedł sobie kupić, jedyny haczyk na ryby?!
    - Nieee. On przyszedł z zamiarem kupienia podpasek dla swojej żony. Zaproponowałem mu, że skoro w weekend nici z seksu, to może pojechałby przynajmniej na ryby.

  • Zakochana para

    Dziewczyna rozmawia z chłopakiem.
    Dziewczyna:
    - Kocham Cię
    Chłopak:
    - Ja bardziej.
    Dziewczyna:
    - Jutro będę miała operację na serce.
    Chłopak:
    - Wiem.
    Po operacji dziewczyna budzi się, a przy jej łóżku siedzi tylko tata.
    - Gdzie on jest?! - pyta taty.
    - To nie wiesz kto był dawcą serca?
    Dziewczyna rozpłakała się.
    Po chwili tata:
    - Żartuję, poszedł do kibla.

  • Rozmawiają dwaj koledzy

    Rozmawiają dwaj koledzy:
    - Co się stało?
    - Zwolnili mnie z roboty.
    - A czemu?
    Bo jak był toast z okazji urodzin szefa to on powiedział:
    - Niech żyją pracownicy.
    A ja dodałem:
    - A z czego?

  • Nigdy tam nie byłem

    Matka namawia syna:
    - Proszę Cię - idź do kościoła.
    - Nigdy tam nie byłem!
    - Idź - będzie dobrze.
    Poszedł i wrócił z podbitym okiem:
    - Synku, co się stało?
    - A więc to było tak - uklęknąłem, patrzę a przede mną klęczy kobieta. W tyłek jej weszła spódnica. Więc ją wyciągnąłem. A ona mi trzask w oko.
    Jakiś czas minął, matka znowu:
    - Synu, idź do kościoła
    - Nie.
    - Tym razem będzie dobrze.
    No i poszedł. Wrócił - drugie oko podbite.
    - Synku, co się stało?
    - A więc - klęczę a przede mną ta sama kobieta i to samo - do tyłka jej weszła spódnica.
    - Zrobiłeś to samo?
    - Nie - obok mnie kucał inny facet i jej wyciągnął tę spódnicę.
    - To w takim razie dlaczego ty dostałeś?
    - Bo wiedziałem, że ona tak nie lubi i wcisnąłem jej spódnicę z powrotem.

  • Dzwoni Kowalski do lekarza umówić się na wizytę

    Dzwoni Kowalski do lekarza umówić się na wizytę. Lekarz:
    - Nazwisko?
    - Kowalski, ale bez "ą"
    - Ale w nazwisku "Kowalski" nie ma "ą"
    - No przecież mówię.

  • Nowy poseł

    Dzwoni facet do sejmu i mówi:
    - Chcę zostać posłem!
    - Panie, pan głupi?
    - Tak, a są jeszcze jakieś wymagania?!

  • Mąż wrócił wcześniej z delegacji

    Mąż wrócił wcześniej z delegacji. Zobaczył, że spod kołdry ich małżeńskiego łoża wystają 4 nogi.
    Zdenerwował się bardzo, chwycił gruby kij i walił w leżących ile wlezie.
    Zmęczony poszedł do kuchni, a tam wita go..... ŻONA:
    - Witaj, misiu, przyjechali twoi rodzice, położyli się w naszym łóżku, już się z nimi przywitałeś?

Polub nas na Facebooku