Losowe suchary

  • Baba u lekarza

    Przychodzi baba do lekarza i mówi:
    - Jestem skonana...
    Lekarz na to:
    - A ja z gwiezdnych wojen.

  • Przychodzi baca do toalety

    Przychodzi baca do toalety i pyta:
    - Je tu kto?
    Facet odpowiada:
    - Tu się nie je, tu się sra.

  • Leniwy ssak

    Jak nazywa się leniwy ssak, który ciągle je?
    - JeLeń.

  • Owca po góralsku

    Jak nazywa się owca po góralsku?
    - Łowca.

  • Pani pyta Jasia

    Pani pyta Jasia:
    - Jasiu czym się niszczy domy?
    - Łopatką.
    - A drzewa?
    - Łopatką.
    - A babki z piasku? No, możesz już to powiedzieć.
    - Mogę?
    - Możesz.
    - Wk*rwia mnie pani.

  • W co grają Węgrzy?

    W co grają Węgrzy?
    - Węgry birds!

  • Mały gołąb pyta mamy

    Mały gołąb pyta mamy:
    - Mamo, skąd się biorą gołąbki?
    - Z kapusty.

  • Wędkarz gdy wchodzi do stajni

    Co mówi wędkarz gdy wchodzi do stajni?

    - Okoń.

  • Koza obklejona klejem

    Jak nazywa się koza obklejona klejem?
    - Glukoza.

  • Nowy pracownik hipermarketu

    Wielki hipermarket. Szef przyjmuje do pracy nowego sprzedawcę, dając mu jeden dzień okresu próbnego, żeby go przetestować. Po zamknięciu wzywa szef nowego sprzedawce do biura :
    - No to ile dziś zrobił pan transakcji? - pyta.
    - Jedną, szefie.
    - Co? Jedną?! Nasi sprzedawcy mają średnio sześćdziesiąt, siedemdziesiąt transakcji w ciągu dnia! A właściwie, to ile pan utargował?
    - Trzysta osiemdziesiąt tysięcy dolarów.
    Szefa zatkało.
    - Ile? Na Boga, co pan sprzedał?!
    - No na początku sprzedałem mały haczyk na ryby.
    - Haczyk na ryby? Za trzysta osiemdziesiąt tysięcy?
    - Potem przekonałem klienta, żeby wziął jeszcze średni i duży haczyk. Następnie przekonałem go, że powinien wziąć jeszcze żyłkę. Sprzedałem mu trzy rodzaje: cienką, średnią i grubą. Wdaliśmy się w rozmowę. Spytałem, gdzie będzie łowić. Powiedział, że na Missouri, dwadzieścia mil na północ. W związku z tym sprzedałem mu jeszcze wiatrówkę, nieprzemakalne spodnie i rybackie gumowce, ponieważ tam mocno wieje. Przekonałem go, że na brzegu ryby nie biorą, no i tak poszliśmy wybrać łódź motorową. Spytałem go, jakie ma auto i powiedziałem, że ma za małe, aby odwieźć łódź, w związku z czym sprzedałem mu przyczepę.
    - I wszystko to sprzedał pan człowiekowi, który przyszedł sobie kupić, jedyny haczyk na ryby?!
    - Nieee. On przyszedł z zamiarem kupienia podpasek dla swojej żony. Zaproponowałem mu, że skoro w weekend nici z seksu, to może pojechałby przynajmniej na ryby.

Polub nas na Facebooku